Ocena: 4.8 / 5.0

Poradnia Sportowa w GdańskuIlu polskich sportowców choruje na astmę wysiłkową? Być może nawet co trzeci, choć nigdy się tego nie dowiedzą, jeśli nie zaczną się badać!

Zapowiedź Justyny Kowalczyk, informująca, że po zakończeniu igrzysk w Vancouver przyjdzie czas na wyjaśnienie wszystkich problemów związanych z astmą, zabrzmiała tajemniczo. Co miała na myśli nasza złota medalistka? Dla lekarzy w Poradni Sportowej Eter-Med sprawa jest oczywista – Najwyższy czas, aby działacze i trenerzy się przebudzili. Trzeba, aby osoby związane z polskim sportem pomogły zawodnikom rozpoznać tę chorobę, tak aby później nikt nie bał się jej leczyć.

Dr n.med. Hubert Krysztofiak, dyrektor Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej w Warszawie, przyznał na łamach artykułu w Polityce, że przez wiele lat astma uchodziła w sporcie za element oszustwa, dopóki nie uświadomiliśmy sobie, że wysiłek może być czynnikiem wyzwalającym jej objawy. Gdy ponad dwa lata temu prof. Marek L. Kowalski, kierownik Łódzkiej Kliniki Immunologii, Reumatologii i Astmy UM wystąpił w Centrum Olimpijskim z referatem na temat coraz częstszego u sportowców zagrożenia astmą wysiłkową, słuchający go lekarze oraz działacze Polskiego Komitetu Olimpijskiego sprawiali wrażenie, jakby po raz pierwszy dowiedzieli się o tym problemie.

To przecież oczywiste, że podczas biegania, pływania czy jazdy na rowerze odczuwa się zadyszkę. Który sportowiec na mecie nie pada z braku tchu? Cała sztuka polega na tym, by dzięki badaniom i testom móc odróżnić doraźną duszność od choroby przewlekłej, która zagraża szczególnie w sportach wytrzymałościowych. Ich wyniki pokazują, że w lekkiej atletyce i grach zespołowych na astmę stymulowaną wysiłkiem może cierpieć kilkanaście procent sportowców. Wśród pływaków, kolarzy i triatlonistów odsetek ten wynosi 30–40 procent, a wśród biegaczy narciarskich i łyżwiarzy nawet do 50 procent.

To obrazuje skalę problemu, o którym w Polsce do tej pory w ogóle nikt nie mówił, a na co, być może przypadkiem, zwróciła w Kanadzie uwagę Justyna Kowalczyk. I nie chodzi tylko o to, by wąska kadra olimpijska miała dostęp do badań i ekspertów, którzy na astmie wysiłkowej się znają i wiedzą, czym ją leczyć (trzeba pamiętać o ostrych kryteriach narzuconych przez Światową Agencję Antydopingową). Ale czy trenerom i zawodnikom spoza kadry narodowej, którzy uprawiają sport wyczynowo w mało znanych klubach, przychodzi do głowy, by oprócz układu krążenia regularnie badać również drogi oddechowe? Podczas treningów oraz zawodów wielokrotnie męczą się i duszą, lecz nikt im nie podpowie, że może to być choroba.

27 procent sportowców z rozpoznaniem astmy wysiłkowej

Przed czterema laty zdołano przebadać w Łodzi, właśnie pod kątem astmy wysiłkowej 216 polskich olimpijczyków, przygotowujących się do igrzysk w Pekinie. Pięć procent z nich zgłosiło się z już rozpoznaną astmą, która nie wyklucza uprawiania sportu (a nawet coraz częstszy jest pogląd, że jeśli chory z astmą nie toleruje wysiłku, to oznacza, że ma ją źle leczoną). Z rozpoznaniem astmy wysiłkowej wyjechało z Łodzi aż 27 procent sportowców!

Dr n.med. Hubert Krysztofiak zapowiadał, że Centralny Ośrodek Medycyny Sportowej będzie w pełni przygotowany do identyfikowania sportowców z objawami astmy wysiłkowej. Jest już aparatura, podobna do tej, którą od dawna ma klinika w Łodzi, pozwalająca na bardziej szczegółowe badania niż sama spirometria (dzięki niej można zmierzyć szybkość przepływu powietrza przez oskrzela, ale to jeszcze za mało, by wykryć astmę lub powysiłkowy skurcz oskrzeli). Najważniejsze, aby tego typu testy wykonywać sportowcom nie przy okazji badań naukowych (jak właśnie w Łodzi), ale rutynowo. Powinno się wpisać je w standard, który dziś obejmuje przede wszystkim testy kardiologiczne. Może w ten sposób uda się zmienić świadomość, iż nadmierny wysiłek to nie tylko obciążenie dla serca, ale także dla płuc, zwłaszcza kiedy zawodnicy oddychają zimnym powietrzem otwartymi ustami. Gwałtowny strumień zimnego powietrza, które nie zdążyło się ogrzać ani nawilżyć w nozdrzach, silnie podrażnia ścianę oskrzeli. Schłodzenie nabłonka wywołuje najpierw raptowny skurcz naczyń krwionośnych, a po chwili rozkurcz, który uciska oskrzela i powoduje zwężenie ich światła. Taki właśnie mechanizm wyzwala atak astmy wysiłkowej, trochę inny niż w klasycznej i bardziej znanej postaci alergicznej, choć tak jak i tam wkrótce dochodzi do aktywacji komórek zapalnych. W każdej astmie, wcześniej czy później, rozwija się zapalenie i trzeba je leczyć preparatami sterydowymi, bo bez tej kuracji nigdy nie nastąpi poprawa.

Duszność podczas biegu

Być może niechęć do rozpoznawania astmy u sportowców bierze się z lęku przed przyjmowaniem leków. Sterydofobia to problem, na jaki napotykają w Polsce wszyscy alergolodzy i pulmonolodzy, z trudem starający się przekonać pacjentów, że wziewne glikokortykosterydy nie mają nic wspólnego z anabolikami i dopingiem. Nie ma się co dziwić, że podobne stereotypy rozpowszechnione są w świecie sportu. Ale akurat, jeśli ktoś próbowałby zwiększać swoją wydolność glikokortykosterydami zarezerwowanymi do kuracji astmy, niczego nie wskóra, ponieważ nie są one dodatkowym paliwem dla mięśni. Astmatykom nie poprawiają wytrzymałości, a po prostu leczą stan zapalny w ich drogach oddechowych. Podobnie sytuacja wygląda z lekami rozkurczającymi oskrzela (częściej nazywanymi betamimetykami). Co prawda preparaty doustne lub dożylne z tej grupy mogłyby zwiększać wydolność (ponieważ w mięśniach mamy podobne receptory co w oskrzelach), ale Światowa Agencja Antydopingowa zabrania ich stosowania. Zezwala natomiast na betamimetyki wziewne w ściśle dobranych dawkach.

Norwegowie już od wielu lat szczegółowo badają swoich sportowców pod kątem astmy, a liczba zawodników z tego kraju mających prawo podczas międzynarodowych zawodów do zażywania betamimetyków jest czterokrotnia wyższa niż w Polsce. Nie ma żadnych przesłanek, by sądzić, że nasi zawodnicy są zdrowsi. Po prostu wielu z nich może nie wiedzieć, że już są chorzy. Do niektórych dyscyplin sportowych pasowałoby powiedzenie: nie ma zdrowych, są tylko źle zbadani.

Poradnia Sportowa Eter-Med dysponuje nowoczesną aparaturą do przeprowadzania m.in.  ergospirometrii, dzięki temu pacjent ma szanse na wcześniejsze wykrycie astmy wysiłkowej.